Poles Helping Jews
Polacy
ratujący
Żydów
FUNDACJA SPRAWIEDLIWI DLA ŚWIATA · RIGHTEOUS FOR THE WORLD

Ścieżka do lasu

eugenia-bancerz_foto

Eugenia Bancerz, zdj. z dowodu osobistego

Jakub Bancerz wraz z żoną Stanisławą mieli troje dzieci: Mariana, Henrykę i Eugenię. Prowadzili gospodarstwo we wsi Kolonia Dębowica.

W czasie, gdy Niemcy utworzyli getto w Warszawie, do rodziny Bancerz zgłosiła się rodzina żydowska z prośbą o pomoc. Rodzina ta liczyła cztery osoby: matka ok. 60 lat, córka ok.40 lat i dwoje dzieci, dziewczynka ok. 17 lat i dziesięcioletni chłopiec. Mężowie kobiet prawdopodobnie znajdowali się w getcie. Po około dwóch miesiącach rodzina chciała przenieść się w inne miejsce, ponieważ przez podwórko domostwa rodziny Bancerz przechodziła ścieżka do lasu i kobiety obawiały się, by ludzie nią podążający nie zdradzili ich obecności Niemcom. Kobiety udały się do Żelechowa. Jednakże tam ktoś rozpoznał jedną z nich i pytał się, co ona teraz robi. Tego samego dnia wieczorem, kobieta przyszła do Stanisławy i opowiedziała jej o tym zajściu. Była przestraszona, ponieważ rozpoznała ją jedna z osób przejeżdżających przez podwórko Bancerzów, a w Żelechowie udawała żonę syna Polaka, który ją ukrywał. Poprosiła o jedzenie dla całej rodziny. Stanisława dała jej prowiant i już więcej jej nie widziała.

Kolejne wydarzenie miało miejsce w czerwcu 1942 roku. Grupa Żydów w różnym wieku udała się do Stanisława Fiborka z prośbą o nocleg. Stanisław skierował ich do swojego sąsiada Jakuba Bancerza. Jakub rozmieścił cala grupę w swoim gospodarstwie. Jeden z Żydów został na warcie z bronią. Kiedy Stanisława wstała rano i spojrzała w okno, zobaczyła zbliżających się Niemców. Krzykiem: „O Jezus i Marja idą niemcy” [zachowano oryginalną pisownię] obudziła grupę Żydów, którzy spali w domu i udało im się zbiec do lasu. Żyd, który stał na warcie strzelił w górę, czym obudził grupę śpiącą w stodole. Oni także zdołali uciec. Niemcy doszli pod las i puścili tam strzały. W tym czasie dwójka Niemców pilnowała rodzinę Bancerz pod karabinem. Cała rodzinę aresztowano. Znęcano się nad nimi w różny sposób. Grożono też spaleniem gospodarstwa. Wycofano się z tego pomysłu, prawdopodobnie przez wzgląd na znajomość języka niemieckiego przez Eugenię. Rodzina miała zostać wysłana do Majdanka, jednak wstawił się za nią dziedzic majątku w Gułowie, Kowalski oraz Niemiec, znajomy z czasów I wojny światowej. Dzięki ich staraniom Stanisławę i Jakuba zwolniono do domu, a Eugenię i Mariana wysłano na roboty przymusowe do Niemiec, z których wrócili do domu dopiero 23.II.1946 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *